poniedziałek, 19 listopada 2018

Shibuya Halloween 2018


Halloween tradycyjnym japońskim świętem oczywiście nie jest, w ostatnich latach jednak kult Halloween przybiera na sile. Pierwsze halloweenowe dekoracje handlowe pojawiają się jeszcze we wrześniu - od tego momentu histeria się jeszcze nakręca. Bo też jest to święto przede wszystkim  handlowe - jeszcze jedna okazja to przyciągnięcia klientów i wciśnięcia im czegoś, czego właściwie nie potrzebują.


Warto zauważyć, że najważniejsza anglosaska tradycja, czyli słynne "trick or treat", nie jest chyba przestrzegana. Nie słyszałem, by ktoś w Japonii biegał od domu do domu szantażując mieszkańców, by otrzymać słodycze. Takie zachowanie najprawdopodobniej skończyło by się  źle - ostatecznie nie przeszkadzać innym jest jedną z najważniejszych wartości, potrzebnych do życia w takiej gęstwie ludzi. Jeśli ktoś ma inne informacje, chętnie się dowiem.

Za to trzeba przyznać, że Japonia tradycje przebierania się ma. Wystarczy wspomnieć wszechobecne mundurki, czy też cosplay, który jest dość popularnym hobby. Przebranie się za postać z fikcji i pójście na Comiket jest jednak jakąś deklaracją, której nie każdy chce dokonać.

Przebranie się w Halloween nie jest chyba obarczone tego rodzaju deklaracją. Przebrać może się każdy, i nikt nie będzie na tej podstawie wyciągał wniosków.

W przebieraniu w Halloween zdają się uczestniczyć także ci, którzy na propozycję pójścia na Comiket popatrzyliby na pytającego z wiele mówiącym wzrokiem, a może nawet zapytali "Atama daijoubu?" (Czy wszystko z głową w porządku?). Moja hipoteza jest taka, że uczestnictwo w takim zbiegowisku jak w Shibuya nie jest traktowane jako zaangażowanie w cokolwiek - nie ujmując niczego tym przebranym, którzy swoje kostiumy przygotowywali bardzo starannie tygodniami, a może miesiącami.

Miejsc, w których gromadzą się przebierańcy jest wiele. Najsłynniejszym takim miejscem bez wątpienia jest Shibuya - teren wokół pomnika Hachiko oraz Inokashira Doori.

W tym roku było wyjątkowo interesująco. Przyszły nieprzebrane tłumy. Wiadomości podawały informacje o pożarach na dachu, o przewróconym samochodzie - wieści jak na Japonię niemal niespotykane. Słysząc to jak tylko mogłem wyjść z pracy pobiegłem z aparatem na miejsce.

Faktycznie tłumy były tak gęste, że kot nie miałby jak wetknąć swojego pazura. Mnóstwo policjantów i barierek - też widok w Japonii rzadko spotykany. Muszę przyznać, że gdyby nie policja kierująca ruchem mogłoby dojść do tragedii. W Japonii jednak potrafią tak organizować podobne wydarzenia, że ruch pozostaje zdumiewająco płynny. Mimo wszystko, wybranie się w to miejsce z wózkiem dziecięcym uważam za niebezpieczne - tłum nie widzi wózka i napiera. Nawet bez złych intencji może dojść do nieszczęścia.

Mimo wszystko, atmosfera jest wyjątkowa. To jeden z tych dni, gdzie wiele konwenansów nie obowiązuje, dystans między ludźmi się skraca, można nawiązać rozmowy, które w normalny dzień byłyby niemożliwe.



















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz